cześć i czołem. budyń je kisiel pod stołem.
No dobra, nie będę się bawić w jakieś świetne angielskie, bo po pierwsze mi się nie chce, a po drugie mi się nie chce bo jest sobota.
No to ten, nadszedł czas żeby tu coś napisać, w końcu już jakiś czas tu urzęduję.
Nie dodaje nawału zdjęć, tylko jak mnie coś najdzie. o. a ostatnio mnie nachodzi.
W zasadzie to nie mam kompletnie pomysłu, co tutaj napisać, nie wiem co tu sie pisze, i nie chce mi się wymyślać jakiś bzdur. a pomimo to wszystko cały czas piszę. Podoba mi się to,że mam w brzuchu przejście do innego wymiaru. Siedzę z Djonizym na kolanach, muzyką w uszach i bananem w gembie, a nawet może gębie. Ortografia i te sprawy nigdy nie były moją mocną stroną. No i teraz zauważyłam, że wszystko to co napisałam nie ma ładu i składu, ale doszłam do wniosku, że skoro porzuciłam (porzóciłam? pożuciłam? pożóciłam?) mojego photobloga, to tu będę wylewać moje słowotoki. Bo musicie wiedzieć, że ja mam taką codzienną potrzebę wygadania wszystkich głupich słów, które kłębią się w mojej głowie. Nie ma to jak pisać to wszystkie do nikogo, bo w zasadzie jeszcze nie nawiązałam internetowych znajomości na dA.

słowotoku koniec, żegnam, o.
--
add my facebook
follow me on twitter
thankyouu
--
Będziemy latać dookoła i zwieszać się na chmurach.
--
Previous PageNext Page